Wywiad z Corinne Touzet

Corine

Corine

Wywiad z Corinne Touzet (aktorka)

Jak zaczęła się twoja przygoda z tym projektem?
Pracowałam nad nim rok wcześniej, jako producentka. Razem z Florence Duhamel i Jeanem Michelem Tortem szukaliśmy możliwości emisji w telewizji. Oryginalnie był to dwuczęściowy dramat. W końcu France 3 zgodziło się na jego emisję, ale jako jednej całości. Na początku uznałam, że to niemożliwe – za dużo pracy jak na jeden miesiąc! Przedyskutowałam sprawę ze scenarzystami i postanowiliśmy spróbować. Skorzystaliśmy też z pomocy kogoś z zewnątrz, kto posiadał dystans do tej historii. Pomógł nam zachować zwięzłość, ale nie ukrywam – był to bolesny proces. W końcu udało nam się osiągnąć cel. Byliśmy bardzo zadowoleni z efektów.

Jak przygotowywałaś się do roli głównej bohaterki?
Od dawna byłam z nią mocno związana, pracowałam przecież razem ze scenarzystami. Była mi bliska. Nie musiałam się przygotowywać. No, może poza mrozem! Niektóre ze scen kręciliśmy w Haute Savoie, wysoko w górach. Przez osiem dni temperatura wynosiła -18°C. Najtrudniej było w tartaku – mróz nie pozwalał nam nawet właściwe wypowiadać swoich kwestii!

Jak opisałabyś Marylou i jej cierpienie w czasie podróży do rodzinnego miasteczka?
Każdy z nas przeżył taki rodzaj udręki towarzyszącej wspomnieniom z dzieciństwa. Życie toczy się dalej, zmieniamy się, a nasi rodzice zdają się nie zwracać na to uwagi. Pojawia się w nas nawet coś na kształt strachu, cierpienia, nieprzyjemnego uczucia…

Co w czasie kręcenia zdjęć okazało się najtrudniejsze?
Wszystkie sceny na śniegu, szczególnie te z psami – były imponujące! To, co podobało mi się najbardziej, to sposób reżyserowania P. Volsona – w bardzo teatralnym stylu. Było też napięcie, które lubię. No i wszystkie sceny z moją matką i siostrą – Anne Benoit, którą uwielbiam. Od tego filmu stałyśmy się przyjaciółkami. Nigdy wcześniej nie pracowałyśmy razem, ale bardzo doceniam jej pracę na scenie teatralnej. Z powodu zimna i mnóstwa spędzanego wspólnie czasu byliśmy jak trupa teatralna. Pewnego ranka okazało się, że spadło pół metra śniegu i nie możemy dostać się na plan. Musieliśmy poczekać na pługi. Atmosfera jak w Lśnieniu z Jackiem Nicholsonem. To robiło wrażenie.

Dlaczego widzowie Kina Europa powinni zobaczyć ten film?
Bo to naprawdę dobry film!

Pracujesz w kinie, telewizji i na deskach teatru. Którą z tych form cenisz najbardziej?
W teatrze pracuję już od dziesięciu lat. Jestem od niego uzależniona. Nie mogłabym przestać. Wszystkie te ogromne teatry pełne wspomnień, to dla mnie magiczne miejsca. Pracuje się intensywnie, ale ja przepadam za odgłosami publiczności, który słyszę za kulisami. Uwielbiam czuć ich emocje, kiedy gram. W każdym miejscu są one inne. Pracowałam we Francji, Szwajcarii, a przez ostatnie trzy lata w Belgii. Przez taki długi okres czasu była to „moja” publiczność, narodziła się piękna relacja.

Nad czym obecnie pracujesz?
Na Festiwalu Teatralnym w Awinionie wydajemy właśnie moją ostatnią sztukę na 2017 rok. To Voyage en Censeur w reżyserii Anne Bourgeois. Produkuję tę sztukę wspólnie z Theatre Actuel. Jest bardzo mądra i zabawna. Główni bohaterowie to czarny mężczyzna i „bardzo” biała kobieta, zamknięci w windzie na cały weekend. Przez ten czas muszą dzielić ze sobą strach, intymność i… taniec! Tak! Będziemy tańczyć w windzie!

Powrót do Zapomniane morderstwo