Wywiad z Gianfranco Gallo

Gianfranco

Gianfranco

Wywiad z Gianfranco Gallo (aktor)

Jak trafiłeś do filmu? Jak wyglądał casting?
Spotkałem się z reżyserem Giuseppe Gagliardim. To spotkanie dotyczyło serialu 1992, ale Giuseppe zapytał mnie wtedy, czy dostałem zaproszenie na casting do Mafijnych milionerów. Znał scenariusz i był przekonany, że jest w nim rola idealna dla mnie. Gagliardi zadzwonił do ekipy castingowej, oni się ze mną skontaktowali i zaprosili na przesłuchanie do roli Don Carmine. Nagranie z tego przesłuchania obejrzał później reżyser Alessandro Piva, który mnie wybrał.

Jak przygotowywałeś się do tej roli? Miałeś kontakt z osobami ze świata przestępczego?
To nie był pierwszy raz, kiedy zagrałem bossa Camorry. Zwykle przygotowywałem się oglądając materiały filmowe, czytając wycinki prasowe, starałem się poznać krewnych takich osób, którzy mogliby powiedzieć mi o nich coś więcej. W przypadku Don Carmine było inaczej. Wiedziałem kto był inspiracją do stworzenia tej postaci, ale niewiele było filmów do obejrzenia czy wiadomości do przeczytania. Zacząłem więc od przeczytania biografii. Wydawał się interesującą postacią, królem zła abdykującym z powodu rozczarowania. Rozczarowania światem, który sam stworzył. Królem dobrowolnego wykluczenia, postacią charakteryzującą się raczej milczeniem niż czynami, wnikliwym spojrzeniem, którym obdarzał podwładnych, czułością. Ta analiza pomogła mi też w konstrukcji postaci Giuseppe Avitabilego, w którego wcieliłem się w serialu Gomorra.

Film jest dość brutalny. To rzeczywiste odwzorowanie południowowłoskiej mafii?
Niestety, obawiam się, że wszyscy mafioso są brutalni. Wydaje mi się, że południowoamerykańscy są bardziej bezwzględni od tych włoskich. „Nasza” mafia miała strukturę piramidalną, co było wyjątkowe i niemal nie budziło wątpliwości.

Co twoim zdaniem wyróżnia Mafijnych milionerów od pozostałych filmów o włoskiej mafii?
Włoskie filmy o mafii nierzadko mają nieco dokumentalne podejście. Aktorów często bierze się dosłownie z ulicy, to pewien rodzaj ukłonu w stronę neorealizmu z przeszłości. Mafijni milionerzy to kino niezależne, pomyślane i napisane dla aktorów. Bardzo ważną rolę pełnią tu interpretacje. Bliżej nam do Chłopców z ferajny niż Gomorry – nie w środkach, oczywiście, ale w zamiarach.

Co w czasie kręcenia zdjęć stanowiło największe wyzwanie?
Granie bohatera, którego obserwujemy przez dekady życia. Makijaż był jedną z najbardziej stresujących rzeczy. Charakteryzator Puccio Desiato spisał się doskonale. Kiedy później oglądałem film, ledwo się rozpoznawałem.

Powrót do Mafijni milionerzy