|


|
Wywiad z Goranem Vojnoviciem (reżyser)
Skąd pomysł na książkę, która później przerodziła się w film? Nie powiedziałbym, że to mój pomysł. Historie z filmu są konstrukcją opartą na moich doświadczeniach z dzieciństwa. Dorastałem w towarzystwie chłopaków takich, jak bohaterowie tego filmu. Wśród ich opowieści, żartów, ale też smutku, jaki skrywały. Ich smutek jest moim smutkiem.
Jak opisałbyś Marzenia o chwale międzynarodowej publiczności, która może nie znać reputacji Fužine? Jeżdżąc po świecie w ramach promocji mojej książki, a później filmu, zrozumiałem, że każde miasto ma swoje Fužine. Miejsce, gdzie mieszkają tak zwani „inni”. Ci „inni” w każdym kraju mają swoje imiona, ale ich doświadczenia są bardzo podobne do chłopaków z Fužine. Marzenia o sławie to uniwersalna historia o dorastaniu na własnym podwórku, z dala od wielkiego świata. Jak to w życiu, film jest raz smutny, raz zabawny. Dobry, a czasami zły. Może kończy się dobrze, a może nie.
Lokalne władze wytoczyły ci proces. Domagano się zakazu publikacji książki, której adaptacją są Marzenia o chwale. O co chodziło? Zarzuty wniosła policja, która najprawdopodobniej poczuła się urażona językiem w jakim napisana jest moja książka. Jest tam wiele złości i niepopranych politycznie słów. Książka okazała się hitem, więc policjanci uznali, że wszyscy zgadzają się z całym tym błotem, z którym główni bohaterowie mieszają policjantów. Zakładam, że poczuli się upokorzeni. Myślę, że policja nie chciała niczego więcej, poza odrobiną szacunku od wszystkich, którzy czytali i promowali książkę.
Spodziewałeś się, że Marzenia o chwale osiągną taką popularność i otrzymasz tak wiele nagród? Zaskoczyło mnie, że historię z mojego podwórka, mojej dzielnicy, doskonale rozumie tak wiele osób z całego świata. Czytali ją ludzie od Szwecji po Rosję i każdy z nich znalazł w tej książce coś, co utożsamia go z moimi bohaterami. Jakby od zawsze mieszkali w Fužine. Na tym polega magia filmu i literatury – możesz przenieść jeden świat do drugiego.
Patrząc na to jak dziesięć lat temu wyglądało życie drugiego pokolenia imigrantów, a jak wygląda teraz. Czy coś się zmieniło? Dziś do Słowenii przybywają imigranci z bardzo odległych krajów takich jak Afganistan czy Bangladesz. Rzadko kiedy są to Bośnia czy Serbia. Są nie tylko inni, są nam zupełnie nieznani. Drugie pokolenie imigrantów z Bałkanów jest dziś bardzo dobrze zasymilowane ze słoweńską społecznością. Nie są już postrzegani jako „problem”, ale chyba tylko dlatego, że problemy są teraz gdzie indziej. Nietolerancja wciąż jest wśród nas. W ludziach jest wiele strachu i złości. Patrząc na obecną sytuację w Europie Wschodniej, myślę, że to wszystko może się wkrótce przerodzić w otwartość.
Nakręciłeś film o imigrantach. Co twoim zdaniem czeka ich w 2018 roku? Na świecie zawsze byli imigranci i uchodźcy. Teraz stało się to bardziej widoczne. Można budować mury uzbrojone w druty kolczaste (jak niestety zrobił mój kraj), ale to nie powstrzyma ludzi przed poszukiwaniem lepszego życia. Wręcz przeciwnie, z tego powodu przed imigrantami coraz trudniejsze zadanie integrowania się z tubylcami nawet wtedy, gdy bardzo tego chcą. Największe wyzwanie to zmiana panującej atmosfery. Trudno rozmawiać na takie tematy, kiedy w ludziach wciąż jest wiele lęku i nienawiści wobec tych, którzy uciekają walcząc przecież o życie.
Powrót do Marzenia o chwale
|