|
Powrót do Nie jesteśmy jak James Bond
Wywiad z Mario Balsamo
W jakim momencie swojego życia postanowiłeś nakręcić film? Kiedy czułem ogromną potrzebę opisania historii. Nie jesteśmy jak James Bond odpowiada na moje pragnienie opowiedzenia o chorobie, przez którą przeszedłem. Sądziłem, że to jedyny sposób by ją zrozumieć.
Co inspiruje cię w tworzeniu dokumentów? Historie z nagłym zwrotem akcji, wydarzenia, sytuacje, wybuch postaci (zawsze prawdziwy) po którym historia obiera inny kurs. Zrzucenie skóry generuje ponowną ewolucję.
Jak zareagowałeś kiedy Sean Connery odpowiedział wam w taki „wykrętny" sposób? Nie uważam, żeby się wykręcał. Myślę, że w jego głowie była odrobina empatii do naszej historii, wzruszenie. Żaden scenarzysta nie napisałby bardziej odpowiedniego i znaczącego dialogu finałowego naszego filmu drogi niż: „Nie mogę wam pomóc, bo jestem tu z powodów medycznych". Dzięki temu Bond pojawił się w naszej historii!
Próbowałeś skontaktować się z Connerym ponownie? Tak, poprzez maile i telefony. Ostatnim razem odpowiedział uprzejmie, ale stanowczo: „Dzięki, ale nie mogę wziąć udziału w waszym filmie".
Jakich rad, jako doświadczony włoski dokumentalista, udzieliłbyś tym, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tym gatunkiem? Mieć tę wyczerpującą pasję do stworzenia cudu – narodzenia filmu dokumentalnego. W naszym kraju jest to bardzo trudne. I być zdolnym do odpierania i pokonywania przeszkód, być może jest to recepta na sukces.
Jakie są twoje najbliższe plany? Po raz pierwszy w swojej karierze nie pracuję nad dokumentem. Piszę „Brytyjską komedię", bolesną i pozbawioną szacunku, o relacji pomiędzy matką i synem. W kraju takim jak Włochy bardzo ciężko jest opuścić rodzinny dom (dla mnie też było to trudne!).
Powrót do Nie jesteśmy jak James Bond
|