|


|
Wywiad z Markiem Weistrą (reżyser)
Jak zrodził się pomysł na ten film? Jako jedenastolatek zakochałem się w magii kina. Od tego czasu moim największym marzeniem było zrobić film, który przeniesie widzów do innego świata. Pozwoli im doświadczyć emocji, które będę chciał im przekazać, a mi pozwoli pokazać jak postrzegam życie. Miałem jednak sporo problemów ze zdobywaniem sponsorów dla moich projektów. Prowadziłem nawet sklep z płytami DVD, który szczęśliwie udało mi się sprzedać tuż przed pojawieniem się platform typu VOD, które zabiły tę gałąź rynku. Za te pieniądze nakręciłem swój pierwszy film. Znałem kilka osób, które za darmo pomogły mi przy tym projekcie. Wiedziałem, że będzie to horror (mój ulubiony gatunek), że główną bohaterką będzie kobieta (zagrana przez Terence, aktorkę, którą znałem i uwielbiałem) i że akcja będzie działa się w barze mojego teścia – to doskonałe miejsce na klaustrofobiczny film. Ostatnim elementem układanki był czarny charakter. Dobry horror potrzebuje silnego antagonisty, ale miałem problem z tym, jak go wprowadzić. Wtedy obejrzałem na YouTube filmik Christophera Hitchensa, w którym przedstawia on Boga jako samolubnego potwora. Już wtedy wiedziałem kim będzie mój czarny charakter, miałem wszystkie elementy potrzebne do napisania, a później wyprodukowania i wyreżyserowania mojego pierwszego filmu.
Jak trudno jest nakręcić horror w Holandii? Jak publiczność odbiera ten gatunek? Reakcja była od dobrej po fantastyczną. Niełatwo było jednak nakręcić film nie będący komedią, z elementami fantastyki, w kalwińskim kraju, który z trudem akceptuje istnienie jakichkolwiek zjawisk pozaziemskich. Na dodatek całość wyłącznie po holendersku. Uczę filmoznawstwa i często wspominam o tym swoim studentom. Wyobraźcie sobie Gwiezdne wojny po holendersku. Luuk ik ben je vader! (pol. Luk, jestem twoim ojcem). Wszyscy wybuchają śmiechem i to nie dlatego, że jestem okropnym aktorem. Protestanckie korzenie i kalwińska natura odgrywają tu niemałą rolę. Żeby to wszystko zagrało, musiałem wykorzystać wiele sztuczek, których nauczyłem się od innych filmowców.
Na początku widz sądzi, że całość skupia się wokół typowego, przyziemnego stalkera. Dopiero później powoli przechodzę do bardziej surrealistycznych motywów. Ta sztuczka działa chyba na większość widzów. Wciąż jednak wielu Holendrów odrzuca zakończenie tego filmu. Nie dlatego, że jest słabe, ale właśnie ze względu na głęboko zakorzeniony w nich kalwinizm.
Oglądając Uwięzioną na początku myślimy, że mamy do czynienia z prześladowcą. Dopiero później okazuje się, że to coś pozaziemskiego. Skąd taki wybór? Dlaczego nie seryjny morderca albo po prostu – człowiek? Moment tego ujawnienia i sam wybór antagonisty to elementy czyniące ten film bardziej osobistym. Mam nadzieję, że dzięki temu jest choć trochę inny od tych wszystkich, które po prostu straszą w dobrych momentach. To moje oświadczenie, strach, doświadczenie życia (i śmierci) i możliwa wizja Boga. To opowieść o moim nihilizmie i samotności. Straciłbym to, gdybym antagonistą był człowiek.
Film pozostawia otwarte zakończenie. Czy twoim zdaniem Kristen umiera? Zakończenie było najtrudniejsze do napisania. Chciałem, żeby nie dawało wszystkich odpowiedzi, a jednocześnie nie było frustrujące. To miało być zakończenie pozwalające na wykreowanie własnego wyjaśnienia. Moim zdaniem śmierć, wielka, nieskończona ciemność, nigdy nie zostanie pokonana, zawsze będzie się czaić za naszymi plecami. Takie jest zakończenie.
Kim się inspirujesz tworząc filmy? Długo by wymieniać! Na pewno Hitchcock, Melville, Kubrick, Spielberg, Polański, Wilder, Scorsese, Raimi, Demme, Leone, Romero i Carpenter. Do tego grona należy też Guiseppe Colizzi, reżyser pierwszego filmu jaki widziałem w kinie (All the Way Boys z Budem Spencerem i Terence Hill, zabrał mnie ojciec).
Jesteś fanem horrorów, które uważasz za najlepsze? Uwielbiam wszystkie znane, takie jak Lśnienie czy Coś, ale korzystając z tej okazji chciałbym powiedzieć o kilku mniej popularnych, które również cenię: Czy zabiłbyś dziecko?, Perfect Blue (anime), Next of Kin (wersja z 82 roku), Opowieść o dwóch siostrach, Martwy i pogrzebany, Głęboka czerwień i Donnie Darko.
Wielu wielbicielu horrorów wierzy w moce nadprzyrodzone. Zaliczasz się do tego grona? Nie wierzę w nic, co wymaga czystej wiary. Potrzebuję dowodów, a istnienia duchów jeszcze nikt nie dowiódł. Staram się zachować otwarty umysł, ale – jak to powiedział Carl Sagan – „Nadzwyczajne zdarzenia wymagają nadzwyczajnych dowodów”. Osobiście najbardziej boję się śmierci, choroby psychicznej, że zostanę ofiarą brutalności, która leży w każdym z nas – czyli rzeczy będących częścią naszej natury.
W Kinie Europa Uwięzioną zobaczą tysiące widzów z całego świata. Co to dla ciebie znaczy? Kiedy kręciliśmy Uwięzioną mieliśmy minimum środków i niewielką ekipę. Nie wiedzieliśmy czy ktokolwiek kiedykolwiek obejrzy ten film ani czy w ogóle go skończymy. A jednak udało nam się. Odbiór jest fantastyczny. To więcej, niż mógłbym wymarzyć. Teraz film wyjeżdża poza granice Holandii. Nie chciałbym brzmieć szablonowo, ale marzenia się spełniają.
Powrót do Uwięziona
|