|



|
Wywiad z Noemie Merlant (aktorka)
Jak przygotowywałaś się do tej roli? Oglądaliśmy wiele filmów z tamtego okresu. Chcieliśmy jak najlepiej poznać zachowanie i sposoby wyrazu kobiet z tamtych lat. Ważne dla nas były gesty oraz połączenie buntu i pragnienia bycia zauważonym. Dla Brigitte bardzo istotne było znalezienie odpowiedniego sposobu auto-ekspresji. To bunt oparty na języku i słowach. Odmienny od sposobu, w jaki wysławiają się dzisiejsi nastolatkowie. To sposób w jaki komunikuje się z innymi ludźmi, matką i partnerami. Od kiedy Brigitte nie potrafi nikomu zaufać, jej sposobem na wyrażenie siebie jest flirt z przypadkowo napotkanymi mężczyznami. W ten sposób rekompensuje sobie potrzebę miłości i bliskości z drugim człowiekiem. Być może jest to również wyraz złości. Choć kocha swoją matkę, boi się wyrazić swoje uczucia. Boi się braku zrozumienia i akceptacji. Boi się też swojego ojczyma, który ją bije. W końcu zaprzyjaźnia się z dziewczynami, które patrzą na nią inaczej, pomagają jej wstać. Znajduje swoje miejsce w rewolucji, którą budują.
Co sprawiło, że wzięłaś udział w tej produkcji? To film opowiadający niezwykle ciekawą historię, posiadający fantastycznych bohaterów oraz wspaniałą reżyserię Bénédicte Delmas. To wspaniałe, że telewizja potrafi wciąż tworzyć tego rodzaju arcydzieła. To także próba poruszenia ważnego i niestety w dalszym ciągu aktualnego tematu statusu i roli kobiety w społeczeństwie. Obraz jest podziękowaniem dla kobiet, które kiedyś walczyły o naszą wolność i prawa. Musimy pamiętać, że w wielu miejscach na całym świecie ta walka trwa do dziś. W Polsce głośno mówi się dzisiaj o zakazie aborcji. To niedopuszczalne. Musimy przypominać historię naszych bohaterek.
Myślisz, że francuskie społeczeństwo w dalszym ciągu dyskryminuje nastoletnie matki? Tak. Mniej niż kiedyś, ale nadal. Matki i kobiety w ogóle. Nie mówię, że ojcowie nie cierpią, ale robią to z innych powodów, takich jak wykluczenie z życia dzieci. Kobiety i matki mają wiele problemów w pracy i we własnych domach. Na szczęście to się już nieco zmieniło, ale wciąż wiele przed nami. Na przykład w kwestii wyrównania zarobków.
Brigitte przechodzi metamorfozę – od trudnej do zniesienia do kochającej kobiety. Brigitte ma bardzo niskie poczucie własnej godności. Pragnie miłości, której nie dostała ani od matki, ani od ojczyma, który ją bił, ani od ojca, którego już nie ma. Pomimo tego dziewczyna jest agresywna w stosunku do innych i siebie samej. Nagle poznaje dziewczyny w takiej samej sytuacji, one patrzą na nią inaczej, a Brigitte zaczyna czuć, że znalazła swoje miejsce. Wychodzi z tej twardej skorupy i na nowo buduje poczucie własnej wartości. Rozumie, że może kontynuować ten „bunt” walcząc i głośno mówiąc o tym, co ją boli. Jest kochana i dzieli się tą miłością z innymi. Czuje się potrzebna. Życie nabiera sensu, a Brigitte już wie, że miłość matki nie jest jedyną na świecie.
Jakiej rady udzielisz młodym matkom, które znalazły się w takiej sytuacji jak Brigitte? Trudno udzielać rad. Mogę tylko podpowiedzieć: kochajcie i rozmawiajcie. Musicie komunikować swoje problemy. A jeśli nie macie już siły, nie wahajcie się prosić o pomoc.
Nad czym obecnie pracujesz? Zagrałam w filmie Niebo poczeka w reżyserii Marie-Castille Mention-Schaar z Sandrine Bonnaire w roli głównej. Niedługo premiera. To historia dziewczyn zrekrutowanych przez Państwo Islamskie, opowieść o procesie rehabilitacji i samotności rodziców. Niedawno wystąpiłam też w obrazie Plonger Mélanie Laurent i biorę udział w zdjęciach próbnych do kolejnego filmu, ale nie mogę jeszcze zdradzić szczegółów.
Powrót do Dziewczyny z Plessis
|